Minimalistą stałem się odruchowo i nieświadomie, nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, że coś takiego jak minimalizm istnieje i zatacza coraz szersze kręgi, dzięki licznemu gronu zwolenników i propagatorów. W moim przypadku to był raczej spontaniczny czy odruchowy sprzeciw wobec rozpasanej, bezmyślnej konsumpcji, utwierdzony lekturą takich książek, jak np. "Życie na przemiał" Zygmunta Baumana. Z czasem ograniczenie "pędu za dobrami doczesnymi" rozszerzyłem na inne dziedziny życia. Okazuje się, że można doskonale funkcjonować bez telewizora, samochodu czy iPada, ale także bez słodyczy, kawy czy alkoholu. Nie jest to tylko puste wyrzeczenie się przyjemności, ale świadoma rezygnacja czy może raczej wyzwolenie się z codziennych rytuałów "szybkiej" konsumpcji. Zasada minimalizmu w gruncie sprowadza się do tego, aby robić to, co się lubi najbardziej i aby mieć na to czas i środki. Minimalizm to nie to samo co ascetyzm, jego celem jest poprawa jakości życia i jego pełniejsze doświadczanie. To odrzucenie wszystkiego, co zbędne i skupienie się na tym, co rzeczywiście ważne. W praktyce fotograficznej oznacza to sprawdzony, solidny sprzęt, do którego ma się pełne zaufanie i który jest posłuszny naszej woli. Mój aparat pochodzi z roku 1979 i nie czuję potrzeby kupowania nowego, lepszego i bardziej wypasionego. Pełny manual daje mi całkowitą kontrolę nad tym, co robię, a to w minimalizmie chyba najważniejsza zasada.
Lipiec 2012. Warszawa. Stary zdrój na podwórzu kamienicy Pańska 100a. Fot.blogowsky
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pańska. Pokaż wszystkie posty
Nieczynny bar
W czasach powszechnego alkoholizowania się, abstynencja jawi się jako niezrozumiałe dziwactwo, ale szczerze mówiąc przywykłem już do tego, że jestem "dziwny". Czasem w żartach mówię, że gdyby wszyscy wstrzymali się od picia przez miesiąc - upadłby rząd. Dzięki spożyciu państwo jako tako funkcjonuje a i jest z czego wypłacać pensję urzędnikom. Dlatego nikt na serio nie walczy z pijaństwem, przecież nie zarzyna się kury znoszącej złote jaja. To, co szczególnie smutne, to malejąca kultura picia - osoby alkoholizujące się można już spotkać nie tylko "na ławeczce" w parku, ale także w metrze, w autobusie, a nawet w windzie. To już może lepiej, żeby znowu wrócili pod sklepy?
Listopad 2011. Warszawa. Budka nieczynnego baru na skwerze przy ul. Pańskiej. Fot. blogowsky
Listopad 2011. Warszawa. Budka nieczynnego baru na skwerze przy ul. Pańskiej. Fot. blogowsky
Subskrybuj:
Posty (Atom)

